"Moja Syberia” - to fotograficzna relacja Pana Jerzego Lewickiego z jego wypraw na Syberię. Pan Jerzy Lewicki, członek Kołobrzeskiego Koła Terenowego Związku Sybiraków, po wielu latach, odkąd przebywał jako zesłaniec na nieludzkiej ziemi”, postanowił powrócić w te miejsca raz jeszcze. Na siedmiu planszach zobaczą Państwo relacje z tych podróży.

Dodatkowo na wystawie znajdziemy materiały związane z działalnością Kołobrzeskiego Koła oraz pamiątki, zdjęcia i dokumenty przekazane przez kołobrzeskich Sybiraków.

Syberia - to kraina dzika,
                                      Syberia - to okrutny cios.
                                      W człowieczy los tu nikt nie wnika,

                                      Syberia - to tułaczy los.

                                                                                         frag. pieśni pt. Syberia. My, polscy wygnańcy”

 

Syberię nie bez powodu nazywano nieludzką ziemią” i największym cmentarzem świata, grobowcem wchłaniającym bezpowrotnie ludzi. Podczas czterech wielkich fal deportacyjnych w latach drugiej wojny światowej, wywieziono tam setki tysięcy Polaków. Generalnie wysiedlano wszystkich, nie tylko tych, którzy w jakikolwiek sposób mogli zagrozić władzy sowieckiej. Osadnicy, leśnicy, uchodźcy wojenni, rodziny urzędników państwowych i samorządowych, rodziny osób aresztowanych, inteligencja, rodziny osób zbiegłych za granicę, wobec których zastosowano najwyższy wymiar kary, które podjęły działalność konspiracyjną itd. Celem sowieckich deportacji Polaków było stopniowe wyniszczanie narodu polskiego.

10 lutego 1940 roku, metodami policyjnego terroru władze sowieckie przeprowadziły pierwszą masową deportację obywateli polskich z zagarniętych terenów wschodnich drugiej Rzeczypospolitej. Według szacunkowych danych przymusowe przesiedlenie na teren północnego Kazachstanu, Uralu oraz Syberii objęło około 139 590 osób.

Drugą masową deportację, przeprowadzono w dniach 13 – 15 kwietnia 1940 roku. Do Kazachstanu oraz środkowej i wschodniej Syberii wywieziono głównie wojskowych, policjantów, urzędników, nauczycieli,a także działaczy społecznych i gospodarczych.

Pod koniec czerwca i w lipcu 1940 roku sowiecki aparat terroru – NKWD przeprowadza kolejną trzecią już akcję deportacji. Objęła ona przede wszystkim Polaków z zachodniej i centralnej Polski, uciekających przed Niemcami.

W czerwcu 1941 roku ma miejsce czwarta fala masowej deportacji ludności cywilnej z terenów zagarniętych, po 17 września 1939 roku, przez ZSRR. Sowieci wywieźli osoby ze środowisk inteligenckich, kolejarzy, uchodźców z zachodnich terenów Polski, którzy znaleźli się przeważnie na Wileńszczyźnie i robotników wykwalifikowanych. W wyniku tej deportacji na zesłaniu znalazło się kilkadziesiąt tysięcy ludzi.

W nieludzkich warunkach odbywał się transport tysięcy polskich rodzin i prawdziwym piekłem było ich życie na zesłaniu. Główną treść syberyjskiej codzienności stanowiły nieustanna troska o kawałek chleba oraz ciężka, często ponad ludzkie siły praca. Głód - pojęty dosłownie, prowadzący do skrajnego wyczerpania, a nawet śmierci, utrwalony w pamięci polskich zesłańców jako nieodzowny element syberyjskiej poniewierki. Syberia to dla większości z nich miejsce niewolniczej pracy. Wyrąb tajgi, spław i obróbka drewna, praca w kopalniach - to najczęściej opisywane formy eksploatacji polskich zesłańców. Dla ludzi siłą wyrwanych z rodzinnych domów i wywiezionych w nieznany, wrogi świat praca wykonywana pod przymusem była przede wszystkim elementem zniewolenia. Przerażająco niski standard pomieszczeń, często brak elementarnego wyposażenia, konieczność obcowania z innymi ludźmi - to były czynniki silnie wpływające na odczucie zniewolenia i poniżenia. Syberia stała się symbolem eksterminacyjnej polityki rosyjskiej skierowanej przeciwko Narodowi Polskiemu. Tysiące Polaków zostało na zawsze w syberyjskiej ziemi. Obszar ten, będący miejscem martyrologii licznych pokoleń Polaków, stanowi jedno z najtragiczniejszych odniesień dla polskiego losu w całej historii naszego kraju.

 

Opracował: Zespół Pracowniczy MOPK


 

 

 

 

fot. Radosław Horanin